< Powrót
Biuletyn badania Megapanel PBI/Gemius 6 marca 2007
I-nformacje
Przedstawiciele firm zajmujących się walką ze szkodliwym oprogramowaniem: wirusami, robakami, trojanami i innymi rodzajami zagrożeń są zgodni: jest ich coraz więcej.
Jeśli tempo
ich wzrostu będzie się utrzymywało, to jeszcze w tym roku trzeba będzie
zmierzyć się z tysiącem nowych niebezpieczeństw. Zdecydowana większość
z nich to proste modyfikacje już sprawdzonych pomysłów na
utrudnienie życia użytkownikom komputerów, innowacje pojawiają
się rzadko. Ale i tak każde zagrożenie trzeba nazwać, wymyślić lub
zmodyfikować istniejącą już "szczepionkę".
Co to oznacza dla producentów pakietów zabezpieczających i dla użytkowników?
Dla tych pierwszych - dużo pracy. Dla nas - częstsze aktualizacje,
dłuższe skanowanie, większe bazy zagrożeń. W końcu może stać się to
nieznośne. Dlatego też, prędzej czy później, dotychczasowe
metody poszukiwania wirusów będą musiały odejść do lamusa.
Czy to oznacza, że stoimy u progu rewolucji w sposobie wykrywania zagrożeń?
Niewykluczone!
Już w tej chwili programy antywirusowe działają niewystarczająco
efektywnie. Do szukania zagrożeń zabierają się zwykle tak, jak gdyby
przyszło nam znaleźć konkretny artykuł w stercie gazet przeglądając
archiwalne numery jeden za drugim. Podobnie funkcjonuje program
antywirusowy - przegląda plik po pliku, szukając fragmentów kodu
i porównując go z sygnaturami wirusów. Taka metoda jest
dość prosta, ale w obliczu zwiększających się pojemności twardych
dysków i coraz większej liczby wirusów, szukanie staje
się długotrwałe. W dodatku, wirusy okazują się na tyle sprytne, że
potrafią zmieniać swój kod, oszukując program antywirusowy.
Co więc zamiast tego?
Programy antywirusowe mogą działać jak sprytny detektyw, który szuka śladów pozostawionych przez złodzieja.
Próbuje
wykryć pewne zachowania w systemie, które są zdefiniowane jako
nietypowe - choćby zmianę wielkości pliku, albo wykrycie akcji,
która nastąpiła nagle, bez żadnych działań ze strony
użytkownika. To tzw. metoda heurystyczna, która pozwala na
wykrycie wirusów zanim jeszcze zdefiniują je laboratoria i zdążą
ogłosić światu nowe zagrożenie. Szkopuł w tym, że podobnie jak
detektyw, program posługujący się tą metodą może się mylić.
Dlatego też, zwykle wspomaga się metodę heurystyczną innymi sposobami, testując dokładnie podejrzany plik.
Bardziej
zaawansowanym sposobem wykrywania zagrożeń jest tzw. metoda
behawioralna, polegająca na ocenie działania tego pliku czy programu,
który chcemy zbadać. Wyobraźmy sobie, że w systemie tworzony
jest bezpieczny, kontrolowany obszar, nazywany "piaskownicą".
Każdy nowy
program, na przykład załącznik poczty, jest uruchamiany w odizolowanym
obszarze pamięci i podlega obserwacji. Jeśli wykazuje cechy typowe dla
wirusa czy robaka, na przykład próbuje doklejać się do
różnych plików, otwiera połączenia sieciowe, wyszukuje na
dysku adresy e-mail, jest traktowany jako intruz i usuwa się go z
pamięci. Jeśli zachowuje się "normalnie", może dalej pracować.
Ale i ta metoda nie jest jeszcze doskonała. Podobnie jak metoda heurystyczna, powoduje dużo fałszywych alarmów.
Czy to
właśnie przyszłość programów antywirusowych? Niewykluczone. Być
może znajdą się jakieś inne, lepsze sposoby walki z zagrożeniami. Jedno
jest pewne - walka z wirusami wciąż trwa.